2017.10.15 Międzychód-Prusim

Opublikowano w 16 października 2017 21:30

Międzychód-Prusim, ok. 10 km

 

Jest połowa października a tu pogoda jak latem. 20 stopni, zero wiatru i niewiele chmur na ostatnio ciągle deszczowym niebie. Do tego jest niedziela i wszyscy mamy wolne. Szkoda w taki dzień siedzieć w czterech ścianach, ruszamy więc na spacer.

Postanawiamy iść do olenderskiego skansenu Olandia w Prusimiu. Ze względu na ulewne deszcze i wichury, które niedawno przeszły nad Wielkopolską (orkan Ksawery) nie pójdziemy dziś  żadnym leśnym szlakiem lecz drogą gruntową. Nasza droga pokrywa się częściowo z kulturowym „Szlakiem Powstań Narodowych”.

Od ul. Piłsudskiego idziemy przez praktycznie cały Międzychód aż do Bielska, gdzie w pobliżu starej kuźni skręcamy w drogę gruntową. Kierunkowskaz informuje nas, iż od tego miejsca czeka nas 7 km marszu.

Droga jest tu prosta i równa. Z lewej strony otaczają nas gołe pola, z prawej natomiast budynki oddalającego się miasta. Przechodzimy obok byłych działek pracowników Pomony (międzychodzki zakład przetwórstwa owocowo-warzywnego) na tzw. Pomońskiej Górze, po których zostały już tylko chaszcze i wspomnienia. Po chwili Międzychód i Bielsko zostają w tyle a my spacerujemy głównie wśród pól. Pejzaż jest trochę monotonny, tylko sporadycznie trafiamy na  niewielkie drzewne alejki czy skromne jary. Mimo to trasa nam się podoba, jest spokojnie, a wzrokiem możemy sięgać hen daleko. Napotykamy też na niewielkie utrudnienia, co jakiś czas musimy schodzić z drogi na skraj pól z powodu pozostałych po deszczach sporych kałuż i pozostawionych przez ciężki sprzęt rolniczy kolein.

Niestrudzenie brniemy przed siebie. Wkrótce mijamy widoczne w pewnej odległości zagospodarowania Kolna. Tu robimy małą przerwę, młodzież raczy się batonikami. Przeszliśmy właśnie gdzieś tak połowę trasy.

Idziemy dalej. Nagie do tej pory pola zmieniają się teraz w pola kukurydzy, której jest tu sporo. Pojawia się też trochę więcej drzew. W dali widzimy już zabudowania Prusimia, do którego po kilkudziesięciu minutach dochodzimy.

Brzeg jeziora Młyńskiego (jedno z dwóch jezior na terenie wsi) przy którym wchodzimy do Prusimia wygląda w pierwszych barwach jesieni imponująco. Aż prosi się o fotkę na jakiś kalendarz krajobrazowy.

Docieramy do skansenu. Byliśmy tu już kiedyś, jednak z chęcią zwiedzamy go jeszcze raz. Tym bardziej, że jak przyznał się nam Michał, niewiele już z poprzedniej wizyty pamięta. Po zwiedzaniu idziemy do budynku dworu, w którego piwnicach mieści się restauracyjka. Michał raczy się frytkami. Spędzamy tam około 30 minut po czym idziemy dalej szosą w kierunku znajdującego się około 1-2 km przystanku autobusowego.