22.08.2015 Plażą z Ustronia Morskiego do Kołobrzegu (ok. 14 km)
Postanowiliśmy przejść się plażą z Ustronia do Kołobrzegu, gdzie punktem kulminacyjnym miała być prezentowana właśnie w Kołobrzegu wystawa klocków LEGO (których Michał jest fanatykiem i dumnym posiadaczem całkiem już sporej kolekcji).
Wyruszyliśmy o godzinie 10:00, a pogoda zrobiła się wyśmienita. Tak wyśmienita, iż pierwsze kilometry pokonać musieliśmy iście żółwim tempem z powodu niezliczonej rzeczy wylegujących się wszędzie plażowiczów.
Między Ustroniem a Sianożętami plaża zrobiła się już mniej zaludniona, ale naprawdę dobrym tempem mogliśmy poruszać się tak mniej więcej na wysokości Bagicza. W miejscowości tej w 1935r. rozpoczęła się budowa lotniska wojskowego. Używane było pierwotnie przez Luftwafe, a od zakończenia II wojny światowej przez Armię Czerwoną. Po likwidacji jednostki wojskowej w 1992 roku tereny bazy zostały podzielone pomiędzy miasto Kołobrzeg i gminę Ustronie Morskie. Od 2012 roku lotnisko Kołobrzeg-Bagicz jest czynnym lotniskiem cywilnym. I właśnie gdzieś na wysokości lotniska, w zaciszu wypływającego skądś strumyczka zrobiliśmy sobie pierwszy „śniadaniowy” postój (okazało się, że ów strumyczek wypływał z rury i mamy tylko cichą nadzieję, iż nie była to jakaś rura kanalizacyjna).
Ruszyliśmy dalej. Trasa zrobiła się bardzo przyjemna, plażowiczów jak na lekarstwo, mogliśmy zatem w pełni cieszyć się swobodną wędrówką, morską bryzą i nieskazitelnym widokiem morza.
W czasie naszej wędrówki bardzo zaciekawił nas w pewnym momencie sporadyczny ruch rowerzystów na znajdującym się nad plażą klifie. Kiedyś wyczytaliśmy gdzieś w jakimś przewodniku, iż z Ustronia do Kołobrzegu przebiega całkiem wygodna i malownicza trasa rowerowa. Postanowiliśmy podejrzeć, jak ona w rzeczywistości wygląda. I bardzo ucieszyliśmy się z tego naszego pomysłu, gdyby bowiem nie nasza ciekawość przegapilibyśmy bardzo urokliwy akwen wodny.
I tak krok za krokiem, kwadrans za kwadransem zaczęliśmy przybliżać się do Kołobrzegu, a gdzieś tam na horyzoncie powoli zaczął majaczyć nam zarys kołobrzeskiej latarni. Znaleźliśmy się, licząc tak na oko, gdzieś za półmetkiem trasy. Znów zaczęli się także pojawiać, choć na razie jeszcze w niewielkich grupach, nadmorscy plażowicze. Z biegiem czasu grupki zaczęły się powiększać, co raz bardziej i bardziej, aż w końcu ich ilość uświadomiła nam, iż właśnie dotarliśmy do obrzeży Kołobrzegu. Choć wydawałoby się, że do końca trasy jest już tuż tuż, okazało się iż dojście w pobliże latarni zajęło nam jeszcze całą godzinę.
I tak, nie ukrywając, trochę zmęczeni znaleźliśmy się u celu. Namawiani przez Michała wstąpiliśmy jeszcze na porcję frytek (jak się okazało miniaturową), a potem, tuż przy porcie, Michał mógł w końcu zająć się podziwianiem wystawy klocków Lego. Ba, wolno było mu nawet pobawić się nimi na specjalnie wyznaczonym do tego celu stanowisku. Zajęło mu to sporo czasu, nic więc dziwnego, że nie zdążyliśmy na powrotny autobus. Szczęście w nieszczęściu natrafiliśmy na jakiegoś lokalnego busa, który punkt 18:04 ruszał przez Ustronie Morskie do Koszalina.
Już w Ustroniu nasza rodzinka jednomyślnie stwierdziła, iż była to nasza najbardziej jak do tej pory udana wyprawa. No cóż, zapewne najdłuższa...
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador