W tym roku zaczynamy zajmować się turystyką pieszą już bardziej na poważnie. Odkryliśmy Turystyczną Rodzinkę, do której przystąpiliśmy. Turystyczna Rodzinka PTTK to akcja, której pomysłodawcą jest Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze. Akcja-konkurs ma na celu zachęcenie rodzin do odkrywania otaczającego świata podczas wspólnych wycieczek. Formy turystyki mogą być różne: piesze, kolarskie, kajakowe, zarówno jedno jak i wielodniowe. Ogólnie świetny pomysł. Zachęcamy do odwiedzenia strony http://www.rodzina.pttk.pl/, gdzie można bliżej zapoznać się z zasadami konkursem.
Nasze tegoroczne wędrowanie rozpoczęliśmy kilkoma krótkimi wycieczkami (można powiedzieć treningowymi) po najbliższej okolicy. Były to 2 -3 godzinne spacerki, o których nie będę się rozpisywał. Pierwszą „porządną” tegoroczną wyprawą był wakacyjny wyjazd do Ustronia Morskiego.
20.07. 2015 Ustronie Morskie – latarnia morska w Gąskach (szlak czerwony) około 8 km
Pogoda dopisała, idziemy zatem do Gąsek. Gąski to nieduża wieś letniskowa w województwie zachodniopomorskim, w powiecie koszalińskim, w gminie Mielno. Znajduje się ona w całości w obrębie obszaru chronionego Koszaliński Pas Nadmorski. Przy części zachodniej wsi część nabrzeża objęta jest specjalnym obszarem ochrony siedlisk Trzebiatowsko-Kołobrzeski Pas Nadmorski. Znajdują się tu dwa zabytki: neoklasycystyczny pałac wraz z parkiem pałacowym z 2. połowy XIX wieku oraz zespół latarni morskiej.
Na wyprawę do latarni morskiej w Gąskach wyszliśmy przed południem, około godziny 11:30. Postanowiliśmy iść szlakiem czerwonym (fragmentem Międzynarodowego Szlaku Pieszego - E-9, znad Atlantyku (z Brest we Francji) do Braniewa w Polsce. Początkowo trasa mało malownicza prowadząca głównie drogą, najpierw przez obrzeża Wieniotowa, później wśród obrzeża lasu i łąk. Jako ciekawostkę warto nadmienić, iż mieszkańcy tej małej osady podjęli usilne starania o przyłączenie miejscowości do leżącego tuż obok Ustronia Morskiego. Zostały one zakończone przyjęciem przez Radę Gminy Ustronie Morskie stosownej uchwały – Wieniotowo ma zniknąć z map jako samodzielna miejscowość w grudniu 2015r.
Po około 40-minutowym marszu, zachęceni tablicą informacyjną zeszliśmy na chwilę ze szlaku w celu obejrzenia pozostałości po Artylerii Stałej BAS-31. Po raz drugi, również tylko na chwilę, zeszliśmy ze szlaku aby wspiąć się na interesująco wyglądające wzniesienie. Okazało się, iż było warto. Znajdujące się w pobliżu nadmorskie widoki niewątpliwie zasługiwały na to, aby je zobaczyć. Po raz trzeci z trasy zeszliśmy, aby na własne oczy ujrzeć, jak rzeka Czerwona kończy swój bieg w Bałtyku. Niestety, prawdopodobnie z powodu zbyt niskiego stanu wód, rzeka „skończyła się” kilkanaście metrów przed morzem. Wróciliśmy na nasz czerwony szlak. Po chwili mogliśmy obejrzeć (co prawda tylko przez ogrodzenie) budynki zespołu technicznego Gdyńskiej Komendy Portu Wojennego. Po następnych kilkudziesięciu minutach marszu doszliśmy do wniosku, że przyda nam się krótki odpoczynek. A że akurat napatoczyło się dogodne miejsce, skwapliwie z niego skorzystaliśmy.
Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Niestety, oznakowanie szlaku zrobiło się wprost fatalne, a w zasadzie żadne. Parliśmy jednak przed siebie asfaltową drogą licząc na to, że w jakiś magiczny sposób doprowadzi nas w końcu do upragnionego celu. To, że jednak idziemy w dobrym kierunku potwierdzili nam zmierzający w tym samym co my kierunku rowerzyści. W rozmowie z nimi dowiedzieliśmy się, iż czeka nas jeszcze spory, kilkukilometrowy odcinek (co okazało się prawdą). O dziwo, na ich licznikach widniało już 7 km mimo, iż podobnie jak my również wyruszyli z Ustronia. Według internetowego opisu trasy szlak w całości powinien wynieść około 8 km. Albo więc szlak jest o wiele dłuższy albo też ich liczniki mało miarodajne. Osobiście obstawiamy pierwszą opcję.
Zmęczeni, niemal u kresu sił i po niemałych perypetiach dotarliśmy jednak do celu – Latarni Morskiej w Gąskach. A tam kolejna niespodzianka – długaśna kolejka do wejścia. Na szczęście dość szybko udało nam się dostać do środka i wgramolić na szczyt. Ania została niestety na dole, latarnia w Gąskach do najmniejszych bowiem nie należy. A tak po prawdzie jest drugą co do wielkości latarnią polskiego wybrzeża. Jej wieża sięga 50 metrów, a na taras widokowy prowadzi aż 190 stopni. Trzeba przyznać, że siedząca na dole Ania stanowiła z góry zaledwie niewielki punkcik (można sprawdzić w galerii - na zdjęciu siedzi w ławce przy czerwonym plecaku).
Po latarni przyszedł czas na szybki posiłek – gorącą, apetyczną pizzę. Do Ustronia wróciliśmy autobusem chwilę po posiłku – udało nam się załapać na chyba ostatni w tych popołudniowych godzinach kurs.
W Gąskach niezmiernie rozbawiło nas to, iż jedyną spotkaną gęsią była wystrugana artystycznie gęś przy latarni, całkiem sporo natomiast kręciło się nam pod nogami… kur.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador