Po pewnym czasie, po lewej stronie drogi odkrywamy pozostałości opuszczonego gospodarstwa. Jest to miejsce urokliwe, przywodzącą na myśl sceny z jakieś starej baśni. Chwilę penetrujemy teren gospodarstwa, a Michał koniecznie chce obejrzeć wnętrze zrujnowanej chatki. Wchodzimy do środka, ale bez Ani, która nie daje się jakoś namówić na to przedsięwzięcie. O dziwo, w środku znajdują się nadal trochę podgryzione zębem czasu pozostałości mebli i sprzętów kuchennych.
Ruszamy dalej. Jakimś dziwnym sposobem zmęczenie zupełnie nas opuściło i maszerujemy całkiem dziarsko. Bardzo szybko dochodzimy do dość charakterystycznego miejsca na szlaku, którym jest przydrożny krzyż. Tuż przy nim skręcamy najpierw w prawo, po czym, po około 50 metrach w lewo. I tak dochodzimy do krańca w całości otoczonego lasami jeziora Głęboczek. Tu szlak opuszcza „wygodną” drogę i kieruje się w lewo przybrzeżną ścieżką. Przekraczamy niewielki strumyczek, aby po paru chwilach przeprawić się przez już bardziej pokaźnych rozmiarów strumyk. Prowadzi przez niego wysoce prowizoryczna kładka, którą mama obdarza bardzo podejrzliwym i zatroskanym spojrzeniem. Przeprawa okazuje się jednak w miarę prosta i całkowicie bezpieczna.
Wędrując wschodnim brzegiem jeziora a następnie leśną ścieżką dochodzimy do położonego w pobliżu osady Kuźniak Młyn brzegu stawu hodowlanego. Za stawem przecinamy drogę doprowadzającą do szosy Drezdenko – Międzychód. Szlak wiedzie tu kilkadziesiąt metrów w prawo, aby następnie skręcić w lewo, w drogę leśną. My jednak na chwilę przerywamy wędrówkę, postanawiamy bowiem uraczyć się frytkami w znajdującej się w pobliżu całorocznej restauracji. Nie chcąc tracić czasu, bierzemy frytki na wynos. Częstujemy się nimi mijając kilka domków wypoczynkowych i przeżuwając aż do jeziora Mierzyńskiego, nad którym znajduje się znany i doceniany niegdyś ośrodek wczasowy w Mierzynie Ustroniu. O tej porze roku jest tu cicho i spokojnie, trochę, ale tylko trochę zmieni się to latem. Niestety, dobre czasy ośrodek ów ma już dawno za sobą.
Przy głównej plaży ośrodka szlak skręca w lewo, po czym wiedzie dróżkami leśnymi w kierunku Międzychodu. Po około 2 kilometrach przecinamy drogę z płyt betonowych, która łączy główną drogę Drezdenko – Międzychód z osiedlem Przedlesie. Docieramy do drogi asfaltowej łączącej Międzychód z okolicznymi wsiami, m.in. Piłką i Wiejcami i prowadzącą dalej do Skwierzyny. Przecinamy ją i dochodzimy do połączonego ze ścieżką rowerową chodnika, który bezpiecznie przeprowadza nas przez mosty: nad zalewem rzeki Warty i rzeką Wartą. I tak oto jesteśmy w domu. Naszą pierwszą w tym roku pieszą wyprawę kończymy zgodnie z planem na skrzyżowaniu ulic 17 Stycznia, Dworcowej i Piłsudskiego w Międzychodzie (PKS). Na miejsce dotarliśmy po 6,5 godzinach marszu (z przerwami na odpoczynek) około godziny 18:00.
Wycieczka bardzo udana, aczkolwiek uświadomiliśmy sobie, iż na pierwszą, pozimową wyprawę powinniśmy wybrać sobie trasę troszkę krótszą. Taką przygotowawczą, która przebudziła by nas z zimowego zastoju i wprowadziła we właściwy rytm. Ale co by nie było, jesteśmy bardzo zadowoleni. W końcu stanęliśmy na wysokości zadania. Mamy nadzieję, że pogoda w tym roku będzie nam sprzyjać i uda nam się wykorzystać każdą wspólną wolną chwilę. Na wyprawy, oczywiście.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador