I znów od rana straszą nas niepogodą. Ma padać a do tego jeszcze silnie wiać. A my właśnie na dzisiaj mamy zaplanowaną wyprawę na Śnieżkę. Chcieliśmy pójść szlakiem niebieskim, ale rzeczywiście paskudna pogoda zmusza nas do korekty planów. Ze Śnieżki oczywiście nie rezygnujemy, zmieniamy tylko trasę – być w Karpaczu a nie zaliczyć Śnieżki, to byłoby karygodne wykroczenie. Postanawiamy, że na Śnieżkę dostaniemy się za pomocą czeskich sąsiadów i ich gondoli.
Do Pecu pod Śnieżką dostajemy się ;lokalnym busem. Jechaliśmy prawie 1,5 godziny bardzo krętą drogą. I to też było całkiem fajne przeżycie.
W Pecu okazuje się, że gondola, z powodu silnego wiatru wjeżdża tylko do połowy swej normalnej trasy. Kolejny, wcale nie prosty odcinek należy pokonać szlakiem na własnych nóżkach. Mimo fatalnych warunków pogodowych postanawiamy bezapelacyjnie wgramolić się na szczyt. I cóż to było za wejście!
Wiatr porywał nam czapki (w moim przypadku kapelusz), deszcz smagał po całości a do tego niskie chmury bardzo ograniczały widoczność – do zaledwie kilku metrów.
Początkowo szło się całkiem znośnie, ale gdy zaczęło robić się coraz bardziej stromo, zrobiło się ciężko. Oj, dla niektórych nawet bardzo ciężko. Okazało się, że z kondycją Ani dobrze nie jest. Co parę chwil prosiła, aby na nią zaczekać i dać chwilę na zaczerpnięcie oddechu. A już ostatnie metry to prawdziwy koszmar. Wiatr i deszcz dał nam ostro popalić. Dobrze, że przygotowaliśmy się i mieliśmy ze sobą odpowiednie ubranie. Cały czas nosiłem je w plecaku i teraz ta zapobiegliwość bardzo się przydała.
Zdobyliśmy szczyt, a tam nic, tylko chmury. I jeszcze większy wiatr. Zero widoku na podziwianie górskich panoram. A do tego zamknięte schronisko. Marzyliśmy o czymś ciepłym do wypicia a tu klops. Ale nic to. ŚNIEŻKA JEST NASZA.
Śnieżka to najwyższy szczyt w Karkonoszach i równocześnie w całych Sudetach, a także najwyższy szczyt Czech i całego Śląska. Jego wysokość sięga, według najnowszych pomiarów 1603 m n.p.m. Szczyt po polskiej stronie leży w granicach Karpacza. Jest najwybitniejszym szczytem Polski (MDW 1203m). Widoczność przy sprzyjających warunkach przekracza 200 km.
Śnieżka należy do Korony Europy, Korony Gór Polski, Korony Sudetów i Korony Sudetów Polskich.
Na szczycie Śnieżki na przestrzeni lat zbudowano kilka obiektów służących obsłudze ruchu turystycznego, kultowi religijnemu, jak również obserwacjom meteorologicznym. Należą do nich: kaplica św. Wawrzyńca z 1665 r., budynek schroniska - nieistniejący, pierwszy obiekt wybudowano w 1850, następny w 1858, ostatni w 1862 – rozebrany w latach 60. XX wieku, budynek starego obserwatorium meteorologicznego (istniejący w latach 1900-1989), budynek Obserwatorium Wysokogórskie Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej z restauracją (charakterystyczne „dyski”) z 1974 roku.
W drogę powrotną postanowiliśmy pójść szlakiem niebieskim. Według opinii mieszkańców Karpacza jest to najlepszy do przejścia z dzieckiem szlak.
Chmury towarzyszyły nam niemal do samego schroniska Dom Śląski, gdzie wreszcie mogliśmy wypić ciepłą herbatę. Zrobiła nam dobrze, byliśmy solidnie zmarznięci.
Po półgodzinnym odpoczynku ruszyliśmy dalej. I od tej chwili na szlaku towarzyszyło nam już tylko słońce.
Kolejny przystanek, na obiad, zrobiliśmy sobie w schronisku PTTK Strzecha Akademicka. Bardzo zasmakowały nam tu krokiety z barszczykiem. Wzięliśmy dokładkę.
Ze Strzechy udaliśmy się w dalszą wędrówkę. Bardzo zaskoczyły nas przepiękne, iście tatrzańskie widoki rozpoczynające się od schroniska Samotnia. I właśnie dla takich widoków warto pomęczyć się na szlaku.
Po opuszczeniu terenu Karkonoskiego Parku narodowego wędrówka staje się bardzo łatwa. Wkrótce dochodzimy do jednej z większych atrakcji Karpacza – kościółka Świątyni Wang., budynku w całości przewiezionego ze Skandynawii. Oczywiście nie mogliśmy odmówić sobie jego zwiedzenia.
Kościół Wang czyli Kościół Górski Naszego Zbawiciela to ewangelicki kościół parafialny w Karpaczu, przeniesiony w 1842 z miejscowości Vang, leżącej nad jeziorem Vangsmjøsa w Norwegii.
Ze świątyni Wang do naszego pokoju został już niewielki spacerek. I tak po kilkunastu minutach znaleźliśmy się „u siebie”. Zmęczeni ale i szczęśliwi udaną wyprawą. Będzie co wspominać w długie zimowe wieczory.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador