2018.06.11. Zamek Chojnik

Opublikowano w 12 czerwca 2018 21:38

Nasz wakacyjny pobyt w Szklarskiej Porębie mieliśmy dokładnie zaplanowany. Oczywiście, jeżeli coś może pójść niezgodnie z planem, to pójdzie. I tak nasze planowe wejście na Chojnik opóźniło się o jeden dzień. Powodem zmiany był solidny deszcz, który złapał nas podczas "penetrowania" miasteczka i jego najbliższych okolic. Spływająca ulicami woda była tak intensywna, że zupełnie przemoczyła nasze buty. I jakoś tak się zdarzyło, iż w wyniku procesu suszenia buty Michała skurczyły się niemiłosiernie. I trzeba było kupić nowe. I to dopiero dzień później, trafiło bowiem na niedzielę i z obuwia można było kupić jedynie... klapki na straganku.

I tak wyruszyliśmy dzień później przedtem dokonując oczywistego zakupu butów dla Michała. Michał z zakupu bardzo zadowolony - wybrał buty trekkingowe w zabójczo pomarańczowym kolorze. Czy spełnią swoje zadanie okaże się na trasie. 

Zamek Chojnik to zamek usytuowany nieopodal Jeleniej Góry Sobieszów, na szczycie góry Chojnik w Karkonoszach. Góra ta wznosi się na wysokość 627 metrów n.p.m., a od jej południowo-wschodniej strony znajduje się 150-metrowe urwisko opadające do tzw. Piekielnej Doliny. Warownia znajduje się na terenie obszaru ochrony ścisłej Karkonoskiego Parku Narodowego. Nazwa "Chojnik" oznacza zamek położony na górze porośniętej choiną - iglastymi drzewami z rodziny sosnowatych.
Zamek murowany wzniesiony został w latach 50. XIV wieku. Pierwsza pisemna wzmianka o zamku pochodzi z 1364 roku.
Zamek Chojnik składa się z z zamku dolnego, średniego i górnego otoczonych fortyfikacjami. I tak stronie północnej wznosi się cylindryczna wieża, a w północno-wschodnim narożniku baszta łupinowa. Wzdłuż murów kurtynowych znajdują się budynki mieszkalne i gospodarcze. Brama łączy go  z zamkiem średnim. W jego centrum znajduje się pręgierz o wysokości 3,9 m. Widoczne są także pozostałości budynku mieszkalnego załogi, dawnej kuchni, cysterny na wodę i tzw. sali sądowej.  Kolejna brama łączy zamek średni z zamkiem górnym. Na nim widoczne są pozostałości późnogotyckiej kaplicy zamkowej, pałacu oraz wejście na wieżę. 

Do Jeleniej Góry Sobieszów wyjechaliśmy ze Szklarskiej Poręby autobusem o 11:15, w Sobieszowie znaleźliśmy się krótko przed południem.

Na Zamek Chojnik z Jeleniej Góry Sobieszów dostać można się na dwa sposoby: wybrukowanym, łatwym i przyjemnym szlakiem czerwonym oraz czarnym - znacznie naszym zdaniem atrakcyjniejszym, bo dzikim i miejscami wymagającym od piechurów sporego zaangażowania i zdwojenia wysiłków. Wybraliśmy oczywiście wariant drugi, ktry szczerze polecamy. Wejście nim zajęło nam okładnie 1 godzinę i 15 minut, choć dystans wydawał się niewielki, bo około 2 i pół kilometrowy. Na trasie nie było praktycznie metra bez wzniesienia, trasa nieustannie pięła się w górę dając nam się miejscami mocno we znaki. Podejście, choć nie łatwe, dało nam jednak sporo frajdy a chyba właśnie o to głównie chodzi. Do tego szlak niezwykle malowniczy, na co swój niebagatelny wpływ mają miejsca takie jak Zbjeckie Skały, Zbójecka Grota, Jaskinia Dziurawy Kamień czy Skalny Grzyb. Warto, oj warto było się nim przetuptać. 
Uciążliwość podejścia w 120% zrekompensował nam sam zamek, zwłaszcza zaś rozpościerający się z niego widok. Zamek Chojnik to zdaniem całej naszej trójki obowiązkowy punkt odwiedzin i przebywając w Karkonoszach warto uwzględnić go w swoich planach wycieczkowych.

Po zwiedzeniu zamku postanowiliśmy trochę się posilić przed dalszą wędrówką, mamy przecież przed sobą jeszcze sporo kilometrów do przejścia (wracamy do Szklarskiej bowiem piechotką ). W ruinach zamku znajduje się sklepik z pamiątkami (gdzie podbijamy nasze książeczki GOT) oraz restauracyjka. Wybieramy tradycyjnie danie z ziemniaka - dzisiaj akurat frytki.

Z Chojnika do Szklarskiej Poręby postanawiamy wrócić szlakiem zielonym. Chwilę zajęło nam jego odnalezienie. Okazało się, iż najpierw trzeba zejść kawałeczek szlakiem żółtym aby dotrzeć do trasy oznaczonej znakami zielonymi. Odcinek szlaku żółtego króciutki, ale bardzo widowiskowy, wśród plątaniny drzew i skał.

Według danych przewodnikowych przejście z Chojnika do Szklarskiej Poręby powinno zając nam około 5 godzin - szlak zielony opisany w przewodniku powinien mieć 12 km. Hmmm, nam wyszło jakby ciut więcej. Według wskazań GPS-u 12 kilometr wybił nam gdzieś tak na wysokości Wodospadu Szklarki. Ale do tego, że przewodniki z zasady chyba zaniżają odległości do przejścia zdążyliśmy już przywyknąć.

Sam szlak zielony znakomicie wyznaczony i oznakowany. Drogę, na krótko, zgubiliśmy tylko raz i to z własnej winy - zbytnio pochłonęła nas rozmowa.  Szybko zawróciliśmy do rozdroża na Polanie na Grzybowcu (752 m n.p.m.) i dalej szliśmy już bez tego typu "przygód". Ogólnie zielony szlak wiedzie idealnie "prosto" spod zamku aż do zabudowań Szklarskiej poręby. Musimy przyznać, że szlak jest bardzo urozmaicony: strome podejścia i zejścia, malownicze widoczki, szerokie dróżki i wąskie ścieżynki. Czego tylko dusza zapragnie.  Można się nieźle napocić, ale warto. Tak jest przez większą szlaku: z Chojnika do Jagniątkowa i dalej do Michałowic. Później szlak trochę łagodnieje. 

Z całej trasy żałujemy tylko jednego. Otóż nie udało nam się nigdzie (oprócz punktów początkowego i końcowego) potwierdzić przebytej drogi wymaganą do GOT pieczątką. A szkoda, bo powinno wpaść aż 18 punktów do górskiej odznaki, o którą postanowiliśmy w tym roku zawalczyć.
Po drodze, tuż przed Szklarską Porębą warto odbić na chwilę z głównego szlaku (dosłownie kilkadziesiąt metrów) aby pocieszyć oczy widokiem Wodospadu Szklarki.

Wodospad Szklarki to drugi co do wysokości, po Wodospadzie Kamieńczyka (27 m wysokości) wodospad w polskich Karkonoszach, położony na wysokości 525 m n.p.m. Jego wody spadają szeroka kaskadą, charakterystycznie zwężającą się ku dołowi i skręcającą spiralnie, gdzie tworzy kocioł eworsyjny. Po raz pierwszy wodospad opisano w średniowieczu, często uwieczniano go na obrazach i rycinach. W 186 8 roku przy wodospadzie powstała gospoda, obecne schronisko "Kochanówka".

O dziwo, mimo zmęczenia, po zaliczeniu minimum 12 "górskich" kilometrów szlaku nie udaliśmy się prosto do "domu", lecz poświęciliśmy kilkadziesiąt pełnych wysiłku kroków aby uraczyć się spóźnioną obiadokolacją ( w naszej ulubionej Pizza King, gdzie można zjeść nie tylko rewelacyjną pizzę ale jeszcze wiele innych smakołyków). W naszym lokum znaleźliśmy się około 20:30. Bardzo intensywny i niezmiernie udany dzień.

 

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador