Od pewnego już czasu planujemy szybki spacer na pole namiotowe nad jeziorem Winnogórskim na małe ognisko z pieczonymi kiełbaskami. W planach po ognisku mieliśmy dojście do pobliskich Strych a następnie powrót do Międzychodu przez Muchocin. Ale jak to bywa w dniu kulminacji tegoż wydarzenia nie wszystko poszło zgodnie z planem. Po pierwsze wyszliśmy późno z domu, bo media straszyły nas cały czas nadciągającym intensywnym deszczem i nim w końcu zdecydowaliśmy się na wyjście zrobiła się już14:00. A po drugie... O tym za chwilę.
Do rozstaju dróg z krzyżem docieramy szybko i bezproblemowo idąc wzdłuż drogi asfaltowej. Wchodząc w polną drogę prowadzącą do jeziora Tuczno i dalej do Strych dzwonimy do kolegi Pawła ze Strych, z którym to byliśmy wcześniej umówieni na ognisko. Okazuje się, że Paweł jest już na polu namiotowym. W międzyczasie zbierają się jednak potężne chmury, Stwierdzamy, że chyba jednak warto znaleźć jakieś miejsce, które da nam chociażby prowizoryczne schronienie przed nadchodzącą ulewą. W pobliżu dzikiej plaży nad jeziorem Tuczno jest stary, dość szeroki wiadukt kolejowy, który jako tymczasowe schronienie nada się wyśmienicie. Wiadukt ukryty w gęstych zaroślach jest prawie niewidoczny z drogi i niewiele osób wie w ogóle o jego tu bytności. Dzwonimy jeszcze raz do Pawła, żeby jednak podszedł nad Tuczno. Paweł nie widzi problemu, podejdzie.
Mija kolejnych kilka minut a Pawła coś nie widać. Upływają kolejne minuty. I kolejne. Dzwonimy. Cisza. Abonent czasowo niedostępny. W międzyczasie chmury jakoś się rozchodzą, postanawiamy więc ruszyć na przeciw Pawłowi. Droga jest jedna zatem raczej się nie rozminiemy.
Jesteśmy kilkadziesiąt metrów przed rozgałęzieniem drogi do pola namiotowego gdy Paweł wynurza się z lasu. Okazuje się, że przejście skrótem nad jeziorem Winnogórskim, którym planowaliśmy pójść jest zalane. Stąd opóźnienie Pawła - musiał sporo pokombinować aby się jakoś przedostać. No cóż, w praktyce udało się mu prawie suchą nogą. Prawie.
Jako, że doszliśmy już tak daleko stwierdzamy jednomyślnie, że na pole namiotowe idziemy. Z tym, że drogą okrężną omijając zalane tereny.
Opuszczamy główny trakt prowadzący do Strych odbijając w prawo i idąc wzdłuż niewielkiego, ale malowniczego wijącego się wśród pagórków strumienia. Do pola namiotowego docieramy po kilkunastu minutach szybkiego marszu. Na wyznaczonym miejscu rozpalamy niewielkie, bezpieczne ognisko. Tak niewielkie i tak bezpieczne, że udaje nam się jedynie lekko podpiec nasze kiełbaski. Ale to nic. I tak nam smakowały.
Chwilę "biwakujemy" wspominając czasy, kiedy miejsce to w sezonie tętniło życiem. Zamiast obecnych prowizorycznych kładek w postaci konarów i pni można się było tu dostać porządnie skonstruowanym mostkiem. Ba, szło po nim nawet przejechać autem. A i stolików i ławek było zdecydowanie więcej i w zdecydowanie lepszym stanie. Na pobliskim cyplu był fajny pomost, obecnie już praktycznie nieistniejący. Były też wykopane przez obozujących tu harcerzy ziemianki i inne obozowe budynki. (Podobno harcerze nadal tu bywają, ale tylko w małych kilkuosobowych grupkach). Oj działo się tu kiedyś, działo...
Idziemy dalej, do Strych. (A jednak). Wioska też bardzo się rozrosła, praktycznie aż po skraj lasu.
Strychy to niewielka wioska w woj. lubuskim, w pow. międzyrzeckim, w gm. Przytoczna. W wiosce znajduje się Katolicki Ośrodek Terapii Uzależnień "Anastasis". Znajdują się tu dwa zabytki wpisane do rejestru Narodowego Instytutu Dziedzictwa: dwór z I poł. XIX w. (obecnie w ruinie) oraz modernistyczny kościół św. Jana Chrzciciela.
W Strychach przysiadamy na ławeczce tuż przy rozpadającym się dworze. Dwór w Strychach pobudowano w stylu klasycystycznym ok. roku 1826 na miejscu poprzedniego budynku rodowego von Unruhów otaczając go niewielkim parkiem tarasowym. Był to budynek murowany, założony na planie prostokąta, parterowy z użytkowym poddaszem, nakryty dachem naczółkowym, podpiwniczony, z elewacją frontową posiadającą dwukolumnowy portyk. Piszę był, bo obecnie ten niegdyś wspaniały dwór jest już w stanie agonalnym, a jego dewastacja rozpoczęła się już tuż po roku 1945, kiedy to wykorzystywano go jako magazyn. Później opuszczony budynek zaczął zanikać. Osobiście pamiętam jeszcze cały budynek, zaniedbany, ale stał.
Do domu wróciliśmy podrzuceni w pobliże Międzychodu przez Pawła jego autkiem około 18:00. W samą porę, bo chwilę później lunął w końcu zbierający się przez cały dzień deszcz.
W sumie wypad udany. W końcu przekroczyliśmy dziś aż 4 granice: miasta, gminy, powiatu a nawet województwa.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador