Szlakami czarnym i czerwonym, ok. 20 km
W ubiegłym sezonie na naszym Pojezierzu Międzychodzko-Sierakowskim została profesjonalnie odnowiona pod względem oznakowania praktycznie większa część pieszych szlaków turystycznych. A mamy ich tu całkiem sporo. I byłoby trochę głupio wędrować po różnych zakątkach kraju nie poznajac swoich „własnych ścieżek”. Dlatego też postanawiamy przejść tyle z nich, ile tylko się uda. A na pierwszy „rzut” wybieramy średniej długości szlak czarny prowadzący do Rezerwatu Kolno Międzychodzkie.
Rezerwat przyrody Kolno Międzychodzkie to leśny rezerwat położony około 3 km na wschód od Międzychodu, obejmujący podlegający ochronie czynnej obszar gruntów leśnych o powierzchni 14,71 ha. Utworzono go w 1959r. w celu ochrony wielogatunkowego lasu liściastego, położonego malowniczo pomiędzy jeziorami Kludno i Kolno połączonymi rzeczką Kamionką.
Kilka lat temu szliśmy już tym szlakiem i pamietamy, iz był niezwykle malowniczy ale także do przejścia mocno uciążliwy. Powodem tejże uciążliwości były ogromne zniszczenia, których dokonały w rezerwacie szalejące nawałnice - bywało, iż połamane a nawet powyrywane z korzeniami drzewa całkowicie torowały szlak. Obecnie, według słów „malującego” nasze szlaki na nowo znakarza, którego udało się nam osobiście dobrze poznać cały szlak jest w pełni oznakowany i do przejścia zupełnie bezproblemowy. No cóż, warto więc sprawdzić empirycznie ów staro-nowy szlak.
Wychodzimy z domu przed godz. 10:00 i udajemy się wzdłuż brzegu jeziora Miejskiego. (Od kilku lat nasze jezioro otacza dobrze zadbana trasa spacerowa, o czym warto tu nadmienić. Cieszą nas wszelkie inicjatywy poprawiające turystyczną kondycję naszego miasta i regionu. A i mieszkańcy mają wreszcie gdzie bezpiecznie spacerować).
Odbijamy od jeziora i idziemy drogą wzdłuż torów kolejowych dawnej linii do Szamotuł (na marginesie, o powrocie kolei do Międzychodu mówi się co raz częściej i co raz głośniej, ale znajac życie pewnie jeszcze lata upłyną...). Dochodzimy do budynków dworca Międzychód-Letnisko, skąd nasz czarny szlak bierze swój początek.
Idziemy teraz przez chwilę ul. Sikorskiego, z której szlak odbija następnie w lewo w ul. Witosa. Można tu zobaczyć kilka zabytkowych zabudowań gospodarczych nieistniejącego już dworu.
Ulica Witosa wyprowadza nas praktycznie z miasta, wchodzimy teraz w niewielki lasek aby za chwilę znaleźć się w jedenej z filigranowych „dzielnic” wioski Bielsko - Olminie. Po kilku minutach szlak doprowadza nas do skraju lasu.
Stary czarny szlak wiódł na wprost w kierunku rzeki Warty, nowowytyczony skręca natomiast bardzo szybko w prawo. Po kolejnym odbiciu w prawo docieramy do wiaduktu nad wspomnianą juz linią kolejową do Szamotuł. Tak „na oko” szlak został zatem skrócony tu o jakieś 2, może 3 km omijając niestety bardzo urokliwy stawek i pomnikową grupę drzew. Trochę szkoda, lecz doskonale rozumiemy tę decyzję, byliśmy tu bowiem na spacerze w ubiegłym roku i idąc „starym” szlakiem doszliśmy do terenu ogrodzonego drutem, na którym to ze smakiem zajadało się trawą stado krów. Jednym słowem dawnym szlakiem w tamtym miejscu przejścia zwyczajnie nie ma.
Dochodzimy teraz do drogi asfaltowej łączącej Międzychód z Sierakowem. Podążamy nią kilkadziesiąt metrów w kierunku Sierakowa, przechodzimy przez mostek nad rzeczką Kamionką i skręcamy w prawo w drogę asfaltową prowadzącą do wioski Kolno. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach odbijamy w prawo opuszczając szosę. Szlak doprowadza nas do brzegu jeziora Kolno (Koleńskiego).
Idziemy teraz wąską nadbrzeżną ścieżką, „najtrudniejszym” odcinkiem szlaku. I tu widać nadal skutki nawałnic, co jakiś czas zmuszeni jesteśmy przekraczać przez zwalone pniaki, nie sprawia to jednak zbytnich problemów.
Wychodzimy, wraz ze snakami szlaku czarnego na drogę śródleśną, która doprowadza nas wkrótce do pierwszych zabudowań Kolna. O tą właśnie niewielką wieś 7 lutego 1919 r. toczyły się zażarte walki podczas wielkopolskiego powstania. Na ich pamiątkę, dokładnie w 100 rocznicę 7 lutego 2019 r. został tu uroczyście odsłonięty pamiątkowy głaz z informującą o tym wydarzeniu tablicą.
W Kolnie, korzystając z okazji, iż lokalny sklep spożywczy świadczy dziś swe usługi robimy sobie krótką przerwę w marszu. Na lody.
Ruszamy dalej zgodnie ze wskazaniami szlaku dochodząc do zabudowań starej gorzelni. Za kilka kroków miniemy ostatnie zabudowania a chwilę później powinno pojawić się na którymś z drzew „czarne Kółko” kończące szlak dojściowy do rezerwatu. Nim jednak tam docieramy na naszej drodze, tuz przy ostatnim gospodarstwie wyrastają nagle psy. Jedna sporych rozmiarów bestia i dwa mniejszych rozmiarów kundle ujadają okrutnie zbliżając się nieubłagalnie w naszym kierunku. A rzeczą wiadomą nie od dziś jest fakt, iż psy strzegące swojego terytorium zachowują się przeróżnie. Profilaktycznie więc schodzimy im z drogi przedzierając się przez jakąś mocno zarośniętą boczną ścieżynę przy jeziorze. Liczy się tylko to, iż do kończącej czarny szlak tablicy Rezerwatu Przyrody Kolno Międzychodzkie docieramy bezpiecznie, z całymi nogawkami. Przeszliśmy właśnie dokładnie 12,5 km. W tym równe 10 km szlaku czarnego.
Do domu wracamy „wykorzystując” prowadzący przez teren rezerwatu szlak czerwony. Wije się on tu pięknie między starymi dębami i innymi licznymi innymi drzewami liściastymi. Wśród tej bujnej zieleni idzie się nam dziarsko i bardzo przyjemnie. Nie da się ukryć, Rezerwat Kolno Miedzychodzkie ma swój własny, niepowtarzalny urok.
Dochodzimy do mostku nad rzeczką łączącą dwa jeziora. Kiedyś była tu tylko chybotliwa kładka, jej czasy na szczęście dawno już minęły. Tuż za mostkiem kończy się obszar rezerwatu. Znajduje się tu, przy tablicy informacyjnej, miejsce przystankowe - drewniany stolik z ławką, na której na chwilę przysiadamy.
Po kilku minutach ruszamy na końcowy już etap naszej dzisiejszej wędrówki. Dochodzimy do kolejnego, bardzo malowniczo usytuowanego mostku, za którym odbijamy w lewo. Do szlaku czerwonego dobija w tym miejscu szlak ze znakami niebieskimi. Dochodzimy do kolejnego mostku, za którym widać już budynki Bielska. No i tak jesteśmy już „praktycznie” w domu, pozostało jeszcze do przejścia kilka międzychodzkich ulic. Ogólnie udało się nam dzisiaj „pyknąć” 20,2 km. Wynik całkiem niezły jak na „przydomowy” spacer.
Dodaj komentarz
Komentarze