2018.08.16 Cisna - Bacówka pod Honem cd. (2)

Opublikowano w 18 sierpnia 2018 17:36

Bacówka pod Honem znajduje się na drodze Głównego Szlaku Beskidzkiego. Bezpośrednio z tego miejsca można rozpocząć wędrówkę na szczyty: Wosań (1071 m n.p.m.), Jaworne (992 m n.p.m.) i Chryszczata (997 m n.p.m.). Jest to obiekt całoroczny, mający 47 miejsc noclegowych w pokojach 2, 3, 4, 5, 7 i 8 osobowych.

Do Bacówki docieramy ok. godz. 18:00, zmęczeni podróżą i... Mimo porannej rozmowy telefonicznej z obiektem Pan w Bacówce jest naszym przyjazdem niezmiernie zdziwiony. Nic nie wie, a szefowej akurat nie ma. Tłumaczę grzecznie sytuację i powołuję się na wcześniejszą, dzisiejszą. praktycznie "jeszcze świeżą" rozmowę telefoniczną. W odpowiedzi słyszymy, iż człowiek, z którym rozmawiałem rano już tu nie pracuje (???) a on o niczym nie wie. Pokazujemy mu zatem nasz voucher od Turystycznej Rodzinki i jeszcze raz tłumaczymy o co chodzi. Gościu znika gdzieś na chwilę, zadzwonić. Wraca i mówi, że TRUDNO, COŚ ZNAJDZIE!!!! I znajduje. Izdebkę w drugim budynku, pokój (jakże by inaczej) nr 13. Dwa niskie łóżka  plus coś na kształt łóżka w zasadzie na podłodze, mały stolik. I nic więcej, zero krzeseł, zero szafki, zero pułki. Gość informuje nas także, jakby nigdy nic, że nie ma tu ciepłej wody, ale gdybyśmy bardzo chcieli, to prysznice są. I to nawet z ciepłą wodą (wow) z tym, ze w sąsiednim budynku. Czyli w głównym budynku Bacówki. W tym samym, w którym pierwotnie według dużo wcześniejszych ustaleń zaraz po wygraniu pobytu w tymże obiekcie mieliśmy jako nagrodzeni nocować. REWELACJA.

Zdajemy sobie sprawę, że schronisko to schronisko, bacówka to bacówka a nie luksusowy hotel, ale w końcu to miała być nagroda w ogólnopolskim konkursie z takim standardem, jaki widzieliśmy w relacjach innych nagrodzonych w Turystycznej Rodzince.

Dobiło nas zapytanie Gostka (tak go już będę nazywał) o to, czy mamy ze sobą własne pościele. Gostek spodziewał się, że będziemy telepać się z Międzychodu, przez praktycznie cały nasz śliczny kraj z kołdrami, poduszkami, prześcieradłami i Bóg wie z czym jeszcze. Odpowiedzieliśmy oczywiście, że nie, nie mamy. Gostek pomruczał coś pod nosem i poszedł zorganizować jakieś pościele. Wrócił, o dziwo z pościelami, rzucił wszystko na jedno z "łóżek" i sobie poszedł rzucając na odchodnym: "sprzątać tu już nie będę, aż tak brudno nie jest, no i w końcu macie ładny widok z okna".

Przez chwilę staliśmy jak wryci. Totalna konsternacja. Potem spróbowaliśmy się choć trochę rozpakować, mimo brudu, którego według Gostka nie było tak dużo (co tam pusta butelka w kącie, papierki po batonikach i różne stworki wiszące na  pajęczynach ). Zrobiło się już po 19:00 a jako, że kiszki zaczynały nam już grać marsza (zapewne pogrzebowego) postanowiliśmy zaryzykować i udać się na zapewnioną voucherem obiadokolację. Do głównego budynku Bacówki. 

Oczywiście o należnej nam obiadokolacji Gostek też nic nie wiedział i stanowczo stwierdził, że aby otrzymać darmowy posiłek to koniecznie musimy poczekać na Szefową. Która będzie, kiedy będzie. Poprosiłem Gostka, aby zechciał poinformować nas o powrocie głównodowodzącej i wróciliśmy głodni do naszej celi.

O 21:00 zrobiliśmy się już tak bardzo głodni, że uderzyliśmy do Bacówki jeszcze raz, bez zaproszenia. Okazało się, że "Pani Właścicielka" już tam jest i to od dłuższego czasu, tylko że nikt nam o tym fakcie nie zechciał poinformować. Gostek na nasz widok mruknął tylko: "O, to ci". Szefowa spojrzała na nas (jakoś tak "od miski") i jakby nigdy nic zapytała: "W czym jest problem?". Hmmm...

Powtórka z rozrywki, tłumaczę jeszcze raz. Szefowa wysłuchała nas i stwierdziła, że ok, zaraz dostaniemy coś do jedzenia. Zaproponowała pierogi i zupy. Zjedliśmy. Pierogi i kapuśniak nawet smaczne, żurek, który uwielbiam, zdecydowanie mniej. Ale nie ukrywam zadowoliło to nasze "zasuszone" żołądki. Poszliśmy się przespać.  A jutro z samego rana mamy zamiar trochę pospacerować po górach.

(cdn.)

 

 

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador