Drugi dzień w Poznaniu wita nas mroźnym porankiem. Pokój powinniśmy zwolnić o 11:00 ale wracać do domu nam się jakoś jeszcze nie chce. Niestety okazuje się, iż nasze obecne lokum jest już zarezerwowane i naszego tu pobytu nie da się przedłużyć. Gdybyśmy zdecydowali się na przedłużenie pobytu wczoraj, nie byłoby najmniejszego problemu, dziś niestety nie ma takiej opcji. Jak to mówią: "Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi". Choć w naszym przypadku porzekadło powinno brzmieć raczej: "Kto się późno decyduje, kłopot sobie zafunduje". Pakujemy się więc z wyraźnym żalem i ogromnym rozczarowaniem na twarzach.
Na odchodnym rzucamy jeszcze okiem na booking nie bardzo jednak wierząc, że tak "od ręki" uda nam się znaleźć coś przyzwoitego w rozsądnej cenie. A tu miła niespodzianka - jest pokój na Starym Mieście i to w promocyjnej cenie. Są trzy łóżka, łazienka i coś na kształt kuchennego aneksu, czyli wszystko co potrzeba, aby kolejna doba w Poznaniu stała się faktem.
W nowym pokoju, na ul. Wiejskiej jesteśmy tuż przed południem. Co prawda wejście do lokum jest od podwórza, pokój jest na 4 piętrze i właśnie trwa remont kamienicy i wszędzie na rusztowaniach biegają robotnicy, ale co tam. Damy radę. Rozpakowujemy się i przy kawie zastanawiamy się, co teraz.
Jest styczeń i na zewnątrz całkiem solidny mrozik. A nam zamarzyło się trochę ciepłego klimatu. A o taki w Poznaniu najprościej oczywiście w Palmiarni. A zatem ruszamy.
Palmiarnia Poznańska to dydaktyczno-wystawowa placówka botaniczna znajdująca się na terenie Parku Wilsona. Na powierzchni 4600 m2 w 12 pawilonach prezentowanych jest ok. 1100 gatunków roślin. Jest także akwarium ze 170 gatunkami ryb i 50 gatunkami roślin wodnych. Palmiarnia Poznańska jest największą palmiarnią w kraju i jedną z największych palmiarni w Europie.
Do Parku Wilsona i Palmiarni docieramy tramwajem. Kupujemy bilety i odbijamy w naszym specjalnym notesie pamiątkową pieczątkę. W ten zimowy dzień wizyta w ciepłych, pełnych roślin pomieszczeniach zapowiada się nad wyraz przyjemnie.
W Palmiarni panuje spory ruch, widać nie tylko my poszukiwaliśmy zimą odrobinę lata. Wśród bujnej roślinności eksponowana jest akurat wystawa afrykańskiego rękodzieła, a jako, iż osobiście lubię te klimaty, ze szczególnym uwzględnieniu muzyki Czarnego Lądu, z ogromnym zainteresowaniem "buszuję" wśród eksponatów.
Kulminacją naszego pobytu w Palmiarni jest zawitanie do kawiarnianego przybytku o wdzięcznej nazwie "7 Kontynentów". Panuje tu niepowtarzalny klimat, na który składa się zarówno bujna, tropikalna roślinność jak i licznie zgromadzone rzeźby, minerały i pamiątki z podróży z różnych zakątków świata. Można zakosztować tu smacznych domowych wypieków oraz podelektować się wyśmienitymi kawami i herbatami w różnych, bardzo egzotycznych czasem smakach. Przysiedliśmy tu na dłuższą chwilę kosztując małe co nie co. Przy okazji dowiedzieliśmy się także, iż aby dostać się do kawiarni nie trzeba koniecznie zakupić biletów do Palmiarni - kawiarnia ma drugie, oddzielne wejście od ulicy. Ważna to informacja, wszak w Poznaniu zdarza nam się bywać dość często i chętnie jeszcze odwiedzimy ten klimatyczny lokalik.
Po wizycie w Palmiarni idziemy jeszcze pokręcić się po Starym Mieście.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador